[sekundę...] 
feed

Jeszcze raz

[11.01.10/16:42]
Dosyć dawno nie rozmawiałam z Wiolettą. Ciekawa byłam co u niej. Dwa lata temu wsadziła rękę do męża marynarki i znalazła kwitek z laboratorium dla niemowlaka niedawno urodzonego. Dostała szoku, bo ich syn miał już 10 lat. Zaczęła go szpiegować, szperać po notesie, kalendarzu. I oczywiście dotarła do panienki z którą się spotykał jej małżonek. Ustaliła telefon. Pańcia poinformowała ją ,że jest młodą mężatką, ma małego dzidziusia a mąż Wioletty tylko się z nią kolegował i pomagał. Nie wiem czy powinna mu wierzyć, ona w każdym razie uwierzyła. Ale chyba nie do końca, zresztą denerwowało ją też to że inna kobietka zrobiła z jej Tomka samarytanina, który lata do laboratorium oddawać gówienka dzidziusia. Ja wówczas nawet myślałam, że to jego dziecko. Ona przyjęła wersje, że on jako dobry kolega latał, zabiegał, pomagał. Co wiadomo też nie mogło być dla niej miłe. W każdym razie ich małżeństwo tego nie wytrzymało. A przekonałam się teraz o tym, bo łączy ich już dziś tylko syn, mieszkanie w kredycie. Wioletta nie mogła mu tego wybaczyć. Robi awantury w domu. Nie oszczędza słów, jest zawiedzona bo mu kiedyś na milion procent ufała. Wyraża się o nim staruch, wypoczęty buhaj, bardzo usłużny wujek, gówienka woził do badań, pajac, h...jca miał chyba zdrętwiałego z tej usłużności, łosia z siebie zrobił, a potem dodała, że ma obrzydzenie do niego. Powiedziałam jej tylko że, szkoda tłamsić w sobie złe emocje, bo się sama zniszczy. Przez tą sytuację ma skrzywione spojrzenie na facetów. Sama przyznała że cos w niej pękło a z drugiej strony boi się zrobić konkretny ruch. Straciła zaufanie do niego uważa że jakby następna pańcia się trafiła to by leciał z wywieszonym ozorem, wiec on już dla niej nic nie znaczy, tak go postrzega. I już na końcu dodała że boi się samotności  , że nie potrafi się wyzwolić z tego w czym żyje, że brak jej odwagi, choć jest jej bardzo źle, sama czuje że zamyka się bardzo w sobie, jest smutna, bez nadziei, czuje się jak robot a brakuje jej ciepła. Czy można z tego wyjść?
dodaj komentarz

Komentarze


brak komentarzy