Kopciuszek
[22.03.10/16:19]W piątek ślubny wrócił, o 1 w nocy i bez kurtki. Niestety z braku jasności umysłu i problemów z mową nie sposób mi było dowiedzieć się gdzie ją zgubił. Coś tylko bełkotał że Darek ją ma, a może Jac. Mówię to może pojedziemy po nią , może jeszcze jest w szatni a on to „jedźmy”, tylko nie wiedziałam czy mówi poważnie i czy w ogóle rozumie co mówi ze względu na ilość procentów we krwi. Po godzinie obdzwaniania jego kompanów, okazało się że jeden z nich ją niósł do domu. Ok. Poszłam spać. Rano dowiedziałam się skoro umówili się ze mną że będzie o 1.00 godz. To chciał być, a numerek z szatni posiadał Jac , który aktualnie pląsał w tłumie i ciężko go było na mierzyć. Więc jak w bajce z Kopciuszkiem wybiegł do taxi i do chaty. Śmieszne to było jak powiedział „ miałem wybór, albo wrócić punktualnie bez kurtki albo z kurtką się spóźnić, wybrałem to pierwsze”. Zresztą ja jak wychodzę też wracam o ustalonej wcześniej godzinie. Gorzej było w sobotę. Wybrałam się na siłownie rano tzn. na 10 godzinę. A w tym czasie…Był jeszcze trochę wstawiony otwierając lodówkę ułamał półkę na drzwiczkach (jest zdolny). Nadłamał się z jednej strony uchwyt a wszystko co tam było (olej się wylał, maga zbita, likier karmelowy zbity) bum, bum. Nic nie zostało. Ale ślady zostały zatarte, jak się potem okazało średnio. Więc wracam z siłowni, po drodze zakupy na zrazy z kurczaka, w domu otwieram lodówkę celem przełożenia zakupów, i bum bum bum. Półka z drzwiczek na lodówce ze względu na juz swoja niestabilność ląduje na podłodze wraz ze słoikiem majonezu. Kurcze co jest, na kolana i sprzątam i dostrzegam dół lodówki i szafki kuchenne spryskane magą. Ludzie kochani, mówię do Roberta po co tą półkę wkładałeś z powrotem skoro ledwo co się trzyma. Ale gadaj tu z pijanym...
Komentarze